ŚPIEWACZKI Z GAŁEK RUSINOWSKICH

Objawienie, jakim było odkrycie nierozwiązywalnego związku pomiędzy sposobem śpiewu mazurków a sposobem ich grania jest w naszym wypadku zasługą śpiewaczek z Gałek Rusinowskich. Komu dane było usłyszeć Marię Pęzik, Józefę Siwiec, Zofię Kucharczyk, Marię Oracz prześpiewujące się ze skrzypkiem z Janem Gacą, a kiedyś jeszcze z nieodżałowanym Józefem Zarasiem, miał jedyną w swoim rodzaju okazję, aby zrozumieć polskie rubato.  Fryderyk Chopin pytany o to dlaczego mazurki napisane są „na trzy, a gra je tak, jakby miały cztery miary w takcie? Kompozytor najpierw się zdziwił, potem zaprotestował, w końcu uznał za stosowne, by dowcipnie wyjaśnić, iż ta nieregularność bierze się z przywiązania do tradycji narodowej.” Otóż wedle Chopina owa tradycja wymagała, by drugą nutę w takcie znacząco przedłużyć. (Szymon Paczkowski „Mazurki“) (P.P)

JAN MICHALSKI

Jan Michalski zrobił cudowny i zapewne najlepszy baraban w Polsce.Ten Baraban kupiłem we wsi Walizka od Bronisława Gajdy. Było lato 1995. Włóczyłem się po radomszczyźnie na rowerze. Odwiedziłem wtedy m.in. Jana Michalskiego w Klwowie. Nauczyłem się dwóch mazurków, popytałem o instrumenty. Michalski powiedział, że zrobił kiedyś bęben, który teraz jest u Gajdy, mieszkającego we wsi Walizka. Popędziłem tam. Woziłem wtedy ze sobą akordeon na bagażniku rowera. Zajeżdżam. Wieś otulona lasem, część domów kryta jeszcze strzechą. Piękny „koniec świata“. Spędzam noc grając i pijąc samogon z panem Bronisławem. To był wielki miłośnik mazurków, śpiewał je z niezwykłym urokiem. Dowiaduję się, że baraban „miał być sprzedany handlarzowi“. Gramy i gwiżdżemy mazurki do białego rana. Świtem dobijamy targu. Ruszam dalej a na bagażniku piramida pakunków: namiot, ubrania, akordeon a na szczycie kolebie się wielki baraban.
 
Pół roku później dowiaduję się, że Andrzej Bieńkowski jest na mnie zły. Nie wiem, o co chodzi, dzwonię. Okazuje się, że wszystko z powodu bębna, a właściwie jego braku... we wsi Walizka. Oczywiście Andrzej wiedział (po 15 latach badań i znajomości z muzykantami), że ten instrument istnieje i gdzie jest. Co ważniejsze wiedział, że z tym bębnem, co roku, w ostatnich dniach karnawału chodzą „Kusaki“ - przebrani „kolędnicy“. No i stało się, nie poszli...
 
Staram się odkupić tę winę. Wożę go na wieś, grywają na nim muzykanci, nagrywane są na nim płyty (Kapela Brodów, Janusz Prusinowski Trio). Dalej służy muzyce, dla której został stworzony.(PP)

JAN BZDĘGA

Rok 1994. Festiwal w Kazimierzu. Na zapleczu festiwalu dzieją się rzeczy najciekawsze. Jan Bzdęga - ponad 80 letni nestor muzyki i tańca z Wielkopolski - spotyka się z nami na rozmowy i przegrywania przy piwie. Opowieści się przeplatają, muzyka płynie. Pan Jan przypomina sobie chwile z oflagu w Niemczech, gdzie stęsknieni za muzyką i tańcem więźniowie podśpiewywali sobie do tańca i tańczyli bez kobiet. Wzruszony,  wstaje i prosi mnie do tańca. Tak tańczę pierwszego w swym życiu wiwata. (PP)